Make your own free website on Tripod.com

SZKOLA ZBRODNI

 

W Polsce szkolono i ukrywano najgroźniejszych terrorystów

Jest rok 1975. Na Okęciu ląduje samolot Aerofłotu w drodze z Moskwy do Berlina. Wśród pasażerów znajduje się trzech agentów KGB i tajemniczy mężczyzna o południowej urodzie. Mężczyzna chce wysiąść w Warszawie, gdzie ma przyjaciółkę. Rosjanie łączą się z naszym MSW, prosząc, żeby pasażerowi pozwolono zostać parę dni w naszej stolicy. Wiadomość dotarła do szefa wywiadu PRL. Są dwie wersje tego, co się działo dalej. Wedle jednej, podchmielony pasażer wyciągnął pistolet i kazał Rosjanom spier..., po czym spokojnie przeszedł kontrolę graniczną, wziął taksówkę i pojechał do hotelu Solec. Wedle drugiej wersji, Polacy namówili mężczyznę, by jednak w Warszawie nie wysiadał, bo może wpaść w ręce agentów Mosadu. Tajemniczym mężczyzną był Abu Nidal, jeden z najgroźniejszych terrorystów świata, odpowiedzialny za ponad sto zamachów.

Sojusz PRL-owsko-palestyński
Według informacji amerykańskiego wywiadu wojskowego, w połowie lat 70. polskie władze zawarły swoisty pakt z Al-Fatah, organizacją palestyńską stojącą za wieloma zamachami: "Wy nie podkładacie u nas bomb, a my w zamian dajemy wam schronienie, legalizujemy jako studentów i przyznajemy stypendia". Wkrótce zjechali do Polski nie tylko arabscy terroryści - Abu Nidal, Abu Daud czy Monzer Al-Kassar - ale także Iljicz Ramirez Sanchez (znany jako Carlos lub Szakal), najgroźniejszy wówczas terrorysta na świecie, oraz członkowie Frakcji Czerwonej Armii, z jedną z założycielek grupy - Gudrun Ensslin. Przedstawiciele władz PRL twierdzili dotychczas, że w Polsce nie szkolono terrorystów, lecz tylko kilka razy pozwolono im w naszym kraju leczyć się bądź wypoczywać. Tymczasem mogli oni uczestniczyć w szkoleniach w jednostkach wojskowych w Zamościu, Dęblinie, Nowym Mieście nad Pilicą, Mińsku Mazowieckim oraz w szkole wywiadu w Kiejkutach. Oficjalnie byli wojskowymi z Libii, Syrii, Iraku, kształcącymi się w naszym kraju na mocy umów międzyrządowych.
W ośrodku WSW w Mińsku Mazowieckim już pod koniec lat 60. szkolono Kubańczyków. - Chcąc zachować dobre stosunki z Raulem Castro, bratem Fidela, zgodziliśmy się pomóc Kubie stworzyć żandarmerię wojskową. Opiekowałem się tą grupą. Byli oni jedynymi obcokrajowcami szkolonymi w Mińsku - zapewnia gen. Czesław Kiszczak. Z kolei z materiałów dotyczących wprowadzenia stanu wojennego wynika, że w Technicznej Szkole Wojsk Lotniczych w Zamościu nawigacji lotniczej uczyli się Syryjczycy, a w 1981 r. w Dęblinie szkolono ponad stu pilotów z Libii. Ilu z nich było terrorystami albo szkoliło potem terrorystów? - Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Pilotów szkoliliśmy na podstawie międzypaństwowej umowy i zarabialiśmy na tym ogromne pieniądze - mówi gen. Kiszczak. Podobnie miało wyglądać szkolenie w Nowym Mieście nad Pilicą. Mieszkańcy Nowego Miasta pamiętają jednak, że w latach 80. szkolili się tam także Palestyńczycy. Pozostały nawet po nich "pamiątki", czyli kilkoro dzieci. Dotarliśmy do Marzeny T., matki jednego z urodzonych wtedy dzieci. Twierdzi ona, że ojciec jej dziecka posługiwał się fałszywym paszportem, bo gdy próbowała go potem odszukać w Syrii, odpowiedziano jej, że osoba taka nigdy nie istniała. Generał Kiszczak zaprzecza, tłumacząc, że gdyby tak rzeczywiście było, wiedziałby o tym.
Palestyńczycy przyjeżdżali do naszego kraju na szkolenia już pod koniec lat 60., po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Ich obecność potwierdzają dokumenty z archiwów Stasi i KGB. Oficjalnie przyjeżdżali jako studenci (w Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie studiowało dwóch działaczy OWP), doradcy dyplomatów, przedsiębiorcy - najczęściej z paszportami wystawionymi w Tunezji lub Syrii. Najliczniejszą grupę stanowili członkowie Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Ci mieszkali w Polsce za zgodą naszego MSZ, posługując się wydanymi przez nie dokumentami. - Mając legitymacje z naszego ministerstwa, mogli działać praktycznie bez ograniczeń - mówi Jerzy Dziewulski, poseł SLD, były szef jednostki antyterrorystycznej na Okęciu.

Wspólnicy zbrodni
Na początku lat 80. słynny terrorysta Carlos zorganizował zamach na monachijską siedzibę Radia Wolna Europa. Czy byłoby to możliwie bez pomocy naszych służb? - Polski wywiad zdobył materiały dotyczące zabezpieczenia budynku RWE. Dzięki temu Carlos i jego ludzie dostali się tam i zdetonowali ładunek wybuchowy - mówi Henryk Piecuch, autor książek z serii "Tajna historia Polski". Piecuch pokazał nam dokumenty Departamentu I MSW, sporządzone przez polską agenturę, a dotyczące systemu bezpieczeństwa w RWE. - Za moich czasów nie interesowaliśmy się zabezpieczeniem budynku RWE. Oczywiście dokuczaliśmy stacji, mieliśmy tam własną agenturę, ale nic poza tym - przekonuje gen. Kiszczak. Jedna z notatek, jakie posiada Piecuch, pochodzi z listopada 1981 r., kiedy Kiszczak był już szefem MSW.
Tahar Sharlik Mahdi - pod tym nazwiskiem ukrywał się w Polsce jeden z najgroźniejszych terrorystów arabskich, Abu Daud, przywódca Czarnego Września. Podczas pobytu w sierpniu 1981 r. Abu Daud padł ofiarą zamachu: gdy siedział w kawiarni warszawskiego hotelu Victoria, wszedł tam mężczyzna i oddał kilka strzałów. Daud przeżył, przewieziono go do kliniki MSW. Po dwóch tygodniach opuścił szpital i Polskę.
Doskonale czuł się w Polsce syryjski handlarz bronią Monzer Al-Kassar, znany jako książę z Marbelli. Był stałym bywalcem hotelu Victoria. Zaopatrywał w polską broń - pistolety maszynowe RAK, granaty i amunicję do broni pokładowej - kilkanaście ugrupowań terrorystycznych. Zamachowcy z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, którzy opanowali statek "Achille Lauro", używali polskich granatów F-1 i RG 42. Polskich pistoletów maszynowych RAK użyto m.in. w 1982 r. podczas zamachu na restaurację Goldenberga w Paryżu. Terroryści Abu Nidala zastrzelili wówczas dziewięć przypadkowych osób, które jadły tam obiad. W tym samym roku terrorysta Al-Fatah użył pistoletu RAK, strzelając do Szlomo Argowa, ambasadora Izraela w Wielkiej Brytanii. Oprócz polskiej broni arabscy terroryści wykorzystywali w swojej działalności także niektóre nasze placówki dyplomatyczne. Szczególną rolę odegrał tu polski konsulat generalny w Mediolanie, w latach 70. specjalnie przeniesiony na peryferia miasta. Po 1989 r. nowy szef tej placówki zastał kasę pancerną ze złamanym kluczem. Po pewnym czasie do Włoch przyjechali specjaliści z UOP, którzy kasę rozwiercili i wyjęli z niej długie metalowe pudełko. Znajdował się w nim semtex, czeski materiał wybuchowy.

Szeroko zamknięte oczy MSW
Terroryści czuli się w Polsce tak dobrze, że kilku z nich wręcz osiadło na kilka lat w naszym kraju. Do połowy lat 80. mieszkał tu na przykład Abu Nidal. W Warszawie miał dom, gdzie przebywała jego żona z dwójką dzieci (chodziły do polskiej szkoły). Przez kilka lat pobytu stworzył w Polsce zaplecze finansowe Al-Fatah.
- Biuro urządził sobie w warszawskim hotelu Solec - mówi Maciej Kuczyński, wicedyrektor Departamentu Ochrony Granic, Migracji i Uchodźstwa w MSWiA. W podwarszawskim Aninie działała natomiast (od 1983 r.) firma SAS Trade and Investment, kontrolowana przez arabskiego terrorystę. To ona wysyłała transporty polskiej broni na Bliski Wschód.
W 1987 r., po kilku interwencjach Amerykanów u gen. Kiszczaka, firma została zamknięta. Polskie władze nie domagały się jednak, by terrorysta wyjechał z naszego kraju. Jego kariera skończyła się dopiero wtedy, gdy zaczął go tropić wywiad Izraela. Abu Nidal został zmuszony do wyjazdu z Polski po zamachu, jaki zorganizowano na niego w hotelu Victoria w Warszawie. - Silna była wtedy międzynarodowa presja. W różnych częściach świata zatrzymywano ludzi podejrzewanych o terroryzm, a oni mogli mieć w paszportach polskie pieczątki. Tego nie dałoby się ukryć - mówi gen. Andrzej Kapkowski, były szef UOP.
Jeszcze w pierwszej połowie lat 90. w Polsce działała komórka opozycyjnej algierskiej Zbrojnej Grupy Islamskiej (GIA). Zajmowała się ona handlem bronią. W Polsce islamscy fundamentaliści redagowali i drukowali też swój podziemny biuletyn, podając w nim adres skrzynki pocztowej w Warszawie.

Poletko doświadczalne Stasi
Terrorystom przebywającym w Polsce pomagali często agenci Stasi - z wydziału XXII.
- Wschodnioniemieckim służbom zależało na destabilizacji sytuacji politycznej i gospodarczej w zachodnich Niemczech, dlatego wykorzystywali każdą okazję, nawet poza swoim terytorium - twierdzi Jarosław Tomasiewicz, autor książki "Terroryzm na tle przemocy politycznej". Czy władze PRL musiały się jednak na to godzić? Czy musiały współdziałać w ukrywaniu w Polsce terrorystów z Frakcji Czerwonej Armii? Z akt Stasi wynika, że Gudrun Ensslin była w Polsce co najmniej dwa razy (po kilka tygodni), ukrywając się przed agentami wywiadu RFN. Ilse Stachowiak mniej więcej przez siedem tygodni ukrywała się w Szczecinie i Międzyzdrojach. Dlaczego terrorystom arabskim udostępniano ośrodki wczasowe MSW? Abu Nidal przebywał w ośrodkach w Tuszynie-Lesie, Unieściu, Waszecie, Dziwnowie. Na przełomie lat 70. i 80. Abu Daud ukrywał się m.in. w ośrodkach w Złotym Potoku i Polańczyku. Z kolei Carlos nabierał sił w ośrodku wczasowym MSW w Świdrze.

Zastępcza wojna
- Komuniści początkowo przypuszczali, że siła ekonomiczna Zachodu wynika z tego, że czerpie on korzyści z kolonii. Kiedy po II wojnie światowej kolonie uzyskały niepodległość, a Zachód ciągle się trzymał, uniemożliwiając rozprzestrzenianie się rewolucji, do walki politycznej postanowiono zaprzęgnąć terrorystów - mówi Władimir Bukowski.
- Globalny terroryzm miał charakter zastępczej wojny. Jego celem było osłabienie zachodniej demokracji. Rosjanie inwestowali w organizacje terrorystyczne. Ale trzeba pamiętać, że sami terroryści, szczególnie arabscy, nieufnie odnosili się do ZSRR - dodaje dr Bartosz Bolechów z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Czy dlatego lepiej się czuli w Polsce, na Węg-rzech czy w Bułgarii?
- Nie można wykluczyć, że osoby związane z terroryzmem nadal bywają w Polsce. Wydarzenia w Nowym Jorku wskazują, że stać ich na działania długofalowe i pozyskiwanie coraz to nowych ludzi. Polska jest jednak dla nich raczej stacją przesiadkową - mówi gen. Kapkowski.

Ryszard Kamiński
Rafał Pleśniak
Współpraca: Violetta Krasnowska
Marcin Kowalski