Make your own free website on Tripod.com

NSA: Łemkom odbierano własność z naruszeniem prawa


Łemkom wysiedlonym w 1947 r. podczas akcji "Wisła" odbierano nieruchomości z naruszeniem prawa - uznał w precedensowym wyroku Naczelny Sąd Administracyjny, potwierdzając prawo do własności wnukowi jednej z wówczas wysiedlonych.

W poniedziałek NSA rozpatrywał pierwszą sprawę dotyczącą unieważnienia decyzji, na których mocy pozbawiano Łemków prawa do własności - po wysiedleniu ich z Beskidu Niskiego na Pomorze, Śląsk, Mazury, Ziemie Lubuską przez komunistyczne władze Polski w ramach rozprawy z Ukraińską Powstańczą Armią w 1947 r.

Swoim prawomocnym wyrokiem NSA odrzucił skargę Lasów Państwowych na decyzję ministra rolnictwa, unieważniającą część decyzji władz powiatu Gorlice z początku lat 50., w których wyniku wysiedlona ze wsi Kunkowa Maria Hładyk utraciła kilkanaście hektarów gruntów, m.in. 7,55 ha lasu, które przejęły Lasy Państwowe, oraz 3,55 ha użytków rolnych, rozdysponowanych między indywidualnych użytkowników. Wniosek o unieważnienie tamtych decyzji złożył w 1999 r. wnuk nieżyjącej właścicielki, Stefan Hładyk, który jest zarazem prezesem Zjednoczenia Łemków.

W 2000 r. wojewoda małopolski, a w 2001 r. minister rolnictwa, unieważnili decyzje Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Gorlicach z 1954 r. Powołując się na dekret z lipca 1949 r. o przejęciu na własność państwa nie pozostających w faktycznym władaniu właścicieli nieruchomości, Rada Narodowa uznała gospodarstwa kilkudziesięciu wysiedlonych za "opuszczone i nie zajęte z powodu przebywania właścicieli w niewiadomym miejscu".

Unieważniając tę decyzję Rady co do części majątku Marii Hładyk, wojewoda i minister podkreślali, że, niezgodnie z rozporządzeniem Prezydenta RP z 1928 r., pozbawienie majątku nie nastąpiło w wyniku postępowania administracyjnego i w drodze indywidualnych decyzji. Decyzji takich Powiatowa Rada Narodowa w ogóle nie wydała, operując tylko nazwiskami właścicieli i ogólną powierzchnią gruntów w gromadzie.

Uznano też, że Maria Hładyk nie otrzymała za utracone mienie żadnej nieruchomości zamiennej. Brak indywidualnej decyzji uniemożliwił bowiem otrzymanie przez nią ekwiwalentu za utracone mienie. Dekret z 1949 r. przewidywał, że o taki ekwiwalent byłaby pomniejszona cena gospodarstwa zamiennego, do którego nabycia wysiedlony był uprawniony. Hładykowie kupili gospodarstwo w Lubuskim, dokąd ich wysiedlono, bez takiego upustu.

Wojewoda i minister nie zwrócili wnioskodawcy działek należących obecnie do osób fizycznych oraz zajętych na drogi. Stwierdzono, że tu doszło do "nieodwracalnych skutków prawnych" decyzji Powiatowej Rady Narodowej.

Skargę do NSA, z żądaniem uchylenia decyzji wojewody i ministra, złożyły Lasy Państwowe. Ich pełnomocnik argumentował na poniedziałkowej rozprawie, że przejęte od Marii Hładyk tereny zostały przez 50 lat zalesione i jako takie "podlegają szczególnej ochronie".

Oddalając skargę Lasów Państwowych, NSA podkreślił, że, zgodnie z prawem, przejmowane mienie musi być dokładnie oznaczone, musi być podana jego wielkość, granice itp. - tego wszystkiego w decyzji Powiatowej Rady nie było.

"Naruszenie podstawy prawnej wywołało negatywne skutki dla właściciela, bo należał mu się ekwiwalent za przejęte mienie" - mówił przewodniczący składu. Odnosząc się do argumentacji pełnomocnika Lasów Państwowych, podkreślił, że "zalesienie nie rodzi skutków prawnych".

"Po 54 latach sprawiedliwości stało się zadość, ale szkoda, że dwa pokolenia wysiedlonych zmarły w poczuciu krzywdy" - mówił dziennikarzom po wyroku Hładyk. Według niego, orzeczenie może mieć istotne znaczenie dla rozpatrywanych obecnie ponad 200 spraw ws. mienia zabranego Łemkom.

Teraz Hładykowi w naturze będzie zwrócone 7 ha, głównie lasów. Pytany, czy ich nie wytnie, Hładyk odwołał się do miłości Łemków do lasów. Przywołał przykład swego dziadka, który - budując w latach 30. dom - wybrał się do swego lasu, by zobaczyć, które drzewa wyciąć w tym celu. Wrócił jednak z lasu z niczym, nie mając serca wycinać drzew, a budulec zakupił w tartaku.

Pytany, jak państwo polskie powinno zadośćuczynić krzywdzie wszystkich wysiedlonych w akcji "Wisła", Hładyk odparł: "Należy potępić akcję +Wisła+, czego nie uczynił polski Sejm, jest tylko taka uchwała Senatu".



Wymierzona militarnie przeciw resztkom UPA akcja polegała na wysiedleniu 150 tys. mieszkańców południowo-wschodniej Polski. W praktyce - jak przyznawał wtedy Sztab Generalny WP - miała ona na celu "rozwiązanie ostateczne problemu ukraińskiego". Zastosowano odpowiedzialność zbiorową, wysiedlając także ok. 30 tys. mieszkających w Beskidzie Niskim Łemków, gdzie UPA nie działała tak aktywnie, a oni się od niej dystansowali.

Wysiedlanie, przeprowadzane przez wojsko, miało często drastyczny przebieg. Poszczególne wsie wysiedlano z zaskoczenia - na spakowanie rzeczy wywożeni mieli tylko kilka godzin. Podczas transportu komendant konwoju ogłaszał, że wiezie "ukraińskich bandytów", co powodowało wrogie reakcje ludności polskiej. Z podobnymi postawami wywożeni spotykali się w miejscowościach, gdzie ich osiedlano (nie mogli stanowić więcej niż 10 proc. mieszkańców danej miejscowości). Wysiedlanych osadzano w zrujnowanych domach.

Dekret z lipca 1949 r. zamykał w praktyce wysiedlonym możliwość powrotu w ojczyste strony, choć po 1956 r. poszczególne rodziny łemkowskie wracały do siebie (Hładyk wrócił 12 lat temu).

Do dziś nie została uregulowana sprawa zwrotu zabranych Łemkom majątków prywatnych oraz mienia społecznego. Stanowiła ona przedmiot starań społeczności łemkowskiej od 1956 r. W odróżnieniu od innych grup, którym komunistyczna władza zabrała majątki, Łemkowie stracili własność właśnie z powodu przynależności narodowościowej. Dziś Łemkowie - tak jak i inni wywłaszczeni przez władze PRL - mogą tylko indywidualnie dochodzić praw do swojej własności.

Łemkowie nie mieli jednoznacznie wykształconej świadomości narodowej: część uważała się za składnik narodu ukraińskiego, wielu jednak podkreślało swą odrębność. Spowodowane akcją "Wisła" rozproszenie Łemków - mieszkających zwarcie do 1947 r. w Beskidzie Niskim - zapoczątkowało proces ich wynaradawiania.

 

Zrodlo:   Gazeta Wyborcza 01.10.2001