Make your own free website on Tripod.com

Administracja obywatelska
Feliks Koneczny

 

Często słyszy się nawoływania, żeby społeczeństwo ściślej współpracowało z rządem. Znaczy to oczywiście, iż jest rzeczą niezwykle pożądaną, żeby więcej myślano o sprawach publicznych, bo przecież bezmyślna współpraca to tylko kula u nogi. Myśleć zaś to znaczy roztrząsać sprawy ze wszystkich stron, aż się je pozna dokładnie. Tego nie wykona jeden człowiek. Do tego trzeba współpracy obywateli rozmaitych przekonań i odcieni. Argumenty każdego muszą być znane wszystkim innym, bo inaczej nie moglibyśmy się nawzajem porozumiewać. Roztrząsanie musi być zatem jasne, publiczne i wykonywane z całą swobodą. Od tego są gazety i ta wolność słowa i prasy, jaką poręcza nam uchwalona nie dawno mała konstytucja.

Każde stronnictwo składa się z ludzi, a zatem jest omylne. Bardzo trudno jest dostrzec samemu swoją pomyłkę, dlatego trzeba wysłuchiwać, co o tym samym przedmiocie sądzą inni. Czasem zmieniamy zdanie skutkiem wymiany poglądów z przeciwnikiem, czasem zaś jeszcze mocniej utwierdzamy się przy własnym przekonaniu. Dla człowieka roztropnego rzeczą pożądaną jest poznawanie poglądów odmiennych. Roztropnym jest przeto rząd, który życzy sobie, żeby obywatele zabierali głos w sprawach publicznych. Wiadomo oczywiście z góry, że nie wszyscy będą jednego zdania. Może się przeto zdarzyć, że ktoś będzie o czymś sądził odmiennie niż rząd. Nie ma w tym nic złego. Powiedziano słusznie, że gdyby nie było opozycji, należałoby ją stworzyć, albowiem tam gdzie opozycja nie dochodzi do głosu, tam wymiana zdań kuleje, wiele argumentów nie dochodzi do wiadomości publicznej, na czym cierpią same sprawy publiczne a rząd nie jest zaś należycie informowany.

Wszyscy są wezwani, żeby się zastanowić nad tym, jak państwo ma być urządzone. Jest to obowiązkiem obywatelskim, żeby przemawiać z całą otwartością i szczerością.

Zastanawiajmy się więc najpierw nad samymi zasadami w ogóle, nie tylko naszego Państwa Polskiego, lecz również każdego innego. Chodzi bowiem zawsze o stosunek pomiędzy społeczeństwem a państwem. Czy wolno społeczeństwu rozwijać się samodzielnie, i czy państwo ma opierać się na społeczeństwie, czy też samo państwo ma być wszystkim? Czy są takie sprawy, które należą tylko do społeczeństwa, do których państwo nie powinno się mieszać; czy też przeciwnie, państwo ma obowiązek wszystkim zarządzać, a społeczeństwu wolno tylko tyle, na ile zezwoli mu państwo? Czy zadanie rządu może polegać na krępowaniu społeczeństwa i odwrotnie: czy państwo ma być krępowane przez społeczeństwo? Może zaś te obydwa zrzeszenia, państwo i społeczeństwo, są jednakowo potrzebne i może każdy ma swój zakres działania? Trzeba zbadać, od czego jest jedno i drugie oraz zapobiec, aby jedno drugiemu nie przeszkadzało.

Państwo i społeczeństwo powinny być równouprawnione, każdy przy swoich zadaniach.

A zatem musimy zarzucić wszelki totalizm, czy to społeczny, czy to państwowy. Obecnie narody europejskie nawiedzane są przez totalizm państwowy, czego najgorsze przykłady można oglądać we Włoszech i (jeszcze gorsze) w Niemczech. Totalizm oznacza obejmowanie wszystkiego. Państwo totalne robi przez swoje urzędy wszystko, o czym tylko da się pomyśleć; a ponieważ nie chce opierać się na społeczeństwie, to jedyną więzią państwową stają się w takim państwie urzędy. Państwo totalne staje się państwem biurokratycznym. Zawsze mu urzędów za mało!

Przeciwieństwem państwa totalnego i biurokratycznego jest państwo obywatelskie, które stara się mieć jak najmniej urzędników, gdyż organizacje obywatelskie same załatwiają większość spraw i to zazwyczaj bez wynagrodzenia, nie obciążają tym samym budżetu państwowego. Państwo obywatelskie jest przeto tańsze.

Zachodzą jednak inne, lecz również doniosłe względy. Środek ciężkości państwa jest oczywiście przy rządzie i nie może być inaczej, a centrum rządu w ministerstwach. Właściwy rząd i ministerstwa, to to samo; dla dokładności nazywa się to rządem centralnym.

Chodzi mianowicie o to, czy do rządu centralnego ma należeć wszystko, co tylko dzieje się w kraju. Czy wszystkie błahostki mają stanowić przedmiot rozporządzeń i dekretów ministerialnych? Czy w kraju nie wolno robić nic a nic, póki ministerstwo szczegółowo nie zarządzi, co i w jaki sposób robić? Słowem: czy cała administracja, wszystkie urządzenia państwowe i społeczne, mają być nakręcane z góry, z centrum? W takim razie całe życie publiczne i znaczna część prywatnego podlega nakazom wydawanym z owego centrum. Takie państwo zwiemy centralistycznym.

Przeciwieństwem tego jest system decentralistyczny. Zwolennicy jego są tego zdania, że jak najmniej spraw winno należeć do rządu centralnego, a jak najwięcej spraw i interesów powinno się załatwiać na miejscu, tak jak tego pragnie ludność miejscowa. Minister dowiaduje się o sprawie z urzędniczych raportów, a tylko miejscowa ludność zna sprawę dokładnie. Decentraliści dążą więc do tego, by we wszystkich sprawach miejscowych decyzja była przy miejscowym społeczeństwie. Ileż oszczędziłoby się czasu i podatków! Albowiem decentralizacja jest bez porównania tańsza od centralizacji.

Państwo totalne nie obejdzie się jednak bez centralizacji; decentralizacja zaś stanowi pomost do państwa obywatelskiego, tj. takiego, w którym każdy obywatel może być powołany, by dopomagał w administracji kraju, nie stając się przez to wcale urzędnikiem. Powoływałoby się go oczywiście tylko w okolicy jego zamieszkania i wyłącznie w sprawach, w których on byłby znawcą.

Decentralizacja oddaje tedy dużo władzy w ręce reprezentantów ludności miejscowej, czym sprawia ulgę rządowi centralnemu, obarczonemu niepotrzebnym balastem. Skutkiem tego w ministerstwach mogłyby być dokładniej studiowane sprawy zasadnicze, ogólnopaństwowe. Nadając samodzielność gminom, powiatom, województwom, uniknęłoby się mnóstwa niepotrzebnego starcia. Nie ma lepszego sposobu na zadzierzgnięcie przyjaznych węzłów między krajem a rządem centralnym, jak decentralizacja. Doświadczenie historyczne poucza, że przy decentralizacji rząd centralny cieszy się z reguły największą popularnością i często najłatwiej kieruje nie tylko państwem, ale nawet społeczeństwem. Takie rządy zażywają największej powagi.

Z natury rzeczy wypływa, że inna jest administracja w państwie biurokratycznym, centralistycznym, a inna w decentralistycznym. Inna jest administracja urzędnicza, inna obywatelska. Zaś o życiu publicznym decyduje administracja bardziej od konstytucji. Czym bowiem jest państwo, jeśli nie złączeniem rządzących i rządzonych za pomocą administracji? Chodzi o to, żeby administracja była jak najmniej urzędnicza i jak najmniej kosztowna.
Wykonalnym jest to tylko przy autonomii, za pomocą samorządów. Oto najważniejsza kwestia życia publicznego, bez porównania ważniejsza od tych wszystkich haseł, które nas dzielą na stronnictwa, a które często są puste i przestarzałe.

W autonomii i w jej administracji obywatelskiej muszą mieć udział wszystkie warstwy społeczne jednakowo, z najściślejszym równouprawnieniem. Kto by chciał podawać projekty samorządów, musi wpierw określić dokładnie, jak sobie wyobraża obecne zróżnicowanie społeczeństwa na warstwy, stany i zawody. Samorząd musi być bowiem dwojaki: zawodowy i terytorialny.

"Niedziela" nr 22 (1947)

 

Sciagniete ze strony Radio Maryja