Make your own free website on Tripod.com

Trybuna Online http://www.trybuna.com.pl zamiescila dnia 06.12.2001 nastepujacy artykul:

Rutkowski kłamie

Znaleźliśmy się w posiadaniu dokumentu, którego treść publikujemy na pierwszej stronie naszej gazety.(przypisek: dokument zamieszony jest ponizej ) Ten dokument rzuca nowe światło na wystąpienie Andrzeja Leppera sprzed tygodnia i na wszystko to, co stało się później. Zwłaszcza zaś na wczorajsze oświadczenie detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, który zeznał w prokuraturze, że nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek gromadzeniem materiałów na pomówionych ministrów i posłów.

Reprodukowane przez nas pismo - jak się dowiedzieliśmy - Krzysztof Rutkowski, poseł Samoobrony, wystosował do pracowników swojego biura, wręczając je specjalnemu posłańcowi z zadaniem okazania wszystkim zainteresowanym.

Krzysztof Rutkowski był wczoraj przesłuchiwany w charakterze świadka przez prokuratora, prowadzącego sprawę o pomówienie, którą wszczęto na podstawie nagrania sejmowego. Kategorycznie zdementował informacje, jakoby on przygotowywał materiały. Rutkowski po przesłuchaniu zapewnił dziennikarza PAP, że nie przekazał Lepperowi żadnych dokumentów, na których podstawie ten "pytał" polityków SLD i PO, czy przyjmowali łapówki. Rutkowski powiedział też, że ani on, ani jego biuro nie prowadzili żadnej inwigilacji polityków, wymienionych przez Leppera. Detektyw poinformował dziennikarzy, że w przypadku, kiedy konkretna osoba zdecyduje się na przekazanie sprawy organom ścigania, jego biuro podejmuje dalsze kroki, mające na celu nadzorowanie wykonywanych czynności(!)

Skąd zatem w biurze Krzysztofa Rutkowskiego znajdowały się raporty, zdjęcia, wydruki policyjne i inne dowody, dotyczące pomówionych polityków: Andrzeja Olechowskiego, Pawła Piskorskiego, Donalda Tuska i Włodzimierza Cimoszewicza? W notatce nie ma jedynie nazwiska pomówionego przez Leppera Jerzego Szmajdzińskiego. Dlaczego poseł Rutkowski kazał zniszczyć wszystkie materiały, skoro nikt z jego najbliższego otoczenia nie jest ich autorem, a on sam - jak twierdzi - nie ma z tym nic wspólnego? Z pisma jednoznacznie bowiem wynika, kto przygotowywał informacje i zbierał różnego rodzaju "kwity". Skoro nie były one dla przewodniczącego Leppera, to dla kogo?

Mało tego, jak się wczoraj dowiedzieliśmy, są już kolejne nazwiska polityków z pierwszych stron gazet, których lada dzień ma oskarżać Andrzej Lepper. Wiemy, którzy to politycy. Znamy także szczegóły rozmowy, która odbyła się w miniony piątek między najbardziej zaufanymi ludźmi Leppera. Padały tam groźby pod adresem prominentnych polityków, a nawet terminy ich "zniszczenia".

Tak się składa, że wczoraj Rutkowski poinformował dziennikarzy, iż do Prokuratury Rejonowej dla Warszawy Śródmieście wpłynął wniosek, dotyczący jednego z polityków, który rzekomo miał wyłudzić pieniądze. Aż trudno uwierzyć, że Andrzej Lepper, który w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" z 8 października br. zarzuca Rutkowskiemu, że kłamie, zaufał mu w tak ważnej sprawie państwowej?!

Kilka godzin po wystąpieniu Andrzeja Leppera Prokuratura Okręgowa dysponowała nagraniem sejmowym, na którego podstawie wszczęła śledztwo o pomówienie. Do wczoraj przesłuchano już wszystkich zainteresowanych, którzy odrzucili zarzuty. Także dziennikarze zaczęli sprawdzać podane przez Leppera informacje. I tak "Życie" ustaliło, że Donald Tusk nie mógł się spotkać z nie żyjącym już "Pershingiem", szefem mafii pruszkowskiej w lipcu 1998 roku i przyjąć od niego łapówki w wysokości 300 tys. zł., ponieważ "Pershing" siedział wówczas w więzieniu. Z kolei Andrzej Olechowski pokazał mediom pieczątki w swoim paszporcie, świadczące o tym, że 17 listopada 2000 r., kiedy - jak grzmiał Lepper - miał przyjąć w restauracji 2 mln dolarów, był na Wyspach Kanaryjskich.

Lepper, pytany przez dziennikarzy, skąd ma takie informacje, stwierdził, że powie w swoim czasie. Zapewniał, iż dysponuje dokumentami, zdjęciami i nagraniami, które przekaże prokuraturze. Kiedy zaś ta się do niego o to zwróciła, powiedział: "niedoczekanie", gdyż - jak twierdzi - nie ufa jej. Obiecywał za to ich rychłe udostępnienie dziennikarzom. Prokurator na razie nie może postawić zarzutów ani Lepperowi, ani Rutkowskiemu. Najpierw musi bowiem wystąpić do Sejmu o uchylenie im immunitetu.

Nasz ekspert, któremu przedstawiliśmy posiadany dokument, wyciąga jeszcze i taki wniosek: - Być może to wszystko w ogóle jest jedną wielką hucpą i chodzi na przykład o to, żeby za chwilę powiedzieć: "Proszę państwa, nie przygotowywaliśmy żadnych materiałów. Chcą nas w to wrobić". Cel? Uwiarygodnić Leppera. Bo kto będzie dociekał, np. w Kanadzie, jak to jest naprawdę. W świat pójdzie jeszcze jedna informacja, że w aferę korupcyjną zamieszani są przedstawiciele najwyższych polskich władz. Ośmieszy to Polskę i na pewno nie przyczyni się do jej wiarygodności na arenie międzynarodowej.

Nie wiemy, jakie były prawdziwe pobudki powstania reprodukowanego u nas pisma. Bez względu jednak na nie, na dokumencie figuruje podpis Krzysztofa Rutkowskiego - posła na Sejm, członka Samoobrony.
 

PIOTR KRYSIAK