Make your own free website on Tripod.com

Biografia - LEON DEGRELLE

wg. polskiego serwera NARODOWA SCENA ROCKOWA

Dziś, kiedy wczorajsi zwycięzcy i owoce ich zwycięstwa powoli odchodzą w przeszłość, nadeszła nareszcie pora, by przybliżyć jedną z niewątpliwie najbarwniejszych postaci XX wieku.
Leon Degrelle urodził się on 15 czerwca 1906 roku w Bouillon w Walonii, u stóp zamku, z którego wyruszał na krucjatę słynny Gotfryd, a zmarł w wieku prawie 88 lat w Wielki Czwartek, 1 kwietnia 1994 roku na wygnaniu w Hiszpanii. Pochodził z francuskiej rodziny katolickiej, która osiedliła się w nadgranicznym miasteczku na początku stulecia na skutek prześladowań religijnych we Francji. Miał 8 braci i sióstr. Skromne życie w wielodzietnej rodzinie było dlań prawdziwą szkołą pracy, wytrwałości, przywiązania do ziemi, ale i miłości rodzinnej, solidarności, szacunku do tradycji.
W 1924 roku Degrelle wstąpił na renomowany katolicki uniwersytet we flandryjskim Lowanium. Bardzo szybko okazało się, że przeznaczony mu jest nie spokojny żywot bibliotecznego szczura, ale raczej wir polityki i życie publiczne. Degrelle pozostawał wówczas pod wpływem Akcji Francuskiej i myśli politycznej Karola Maurrasa, podobnie jak cała ówczesna młoda inteligencja belgijska: autor "Enquete sur la monarchie" wygrał w 1926 roku w plebiscycie studenckim na najpopularniejszy "autorytet moralny".
Te sympatie oraz wpływ znanego kapelana młodzieży studenckiej, ks. prałata Picarda, sprawiły, że Degrelle wstąpił do Belgijskiego Stowarzyszenia Młodzieży Katolickiej. Tam właśnie zdobywał pierwsze ostrogi w polityce i stawiał pierwsze kroki w dziennikarstwie, choć jak sam twierdzi, prawdziwą szkołą polityki były dlań studenckie ... żarty. Nie chodzi tu o jakieś spontaniczne swawole, ale raczej o doskonale zaplanowane i wyreżyserowane happeningi na długo absorbujące opinię publiczną. Niektóre z psikusów miała na ustach cała Belgia, jak np. proces studenckiego pisma "Avant garde", którego Degrelle był naczelnym, ze spadkobiercami rodziny Dumas. Pismo to zamieszczało na swych łamach powieść w odcinkach sygnowaną Aleksander Dumas, wnuk. Po pewnym czasie redakcja otrzymała z Francji pozew sądowy spadkobierców, który skwapliwie zamieściła. Do występowania w imieniu rodziny Dumas udało się zwerbować najlepszych liberalnych adwokatów, a proces stał się główną atrakcją w prasie ogólnokrajowej. Dopiero na sali sądowej okazało się, że i powieść i pozew są sfingowane, a prawdziwe jedynie przygotowane przez mistrzów palestry napuszone mowy obrończe. Śmiała się cała Belgia, a sędziowie nie potraktowali autorów żartu zbyt surowo w obawie przed posądzeniem o brak poczucia humoru. Na marginesie nie sposób nie przypomnieć, że w tym samym czasie w Paryżu w podobny sposób żartowali sobie młodzi ludzie z grupy skupionej wokół Roberta Brasillacha, którzy zebrali wśród francuskich deputowanych spore poparcie dla biednych, prześladowanych Poldewian, narodu nieistniejącego. Poczucie humoru jest niewątpliwie jednym z nieodłącznych elementów stylu faszystowskiego.
Degrelle cały czas zbierał doświadczenia i dojrzewał do tego, by po okresie działalności prasowo - publicystycznej wystąpić na scenie politycznej. Dużo podróżował, zarówno po kraju, gdzie na własne oczy mógł przekonać się o nędzy zwykłych ludzi, jak i za granicę. W 1930 roku wybrał się do ogarniętego powstaniem i antykatolickimi prześladowaniami Meksyku, gdzie Cristeros toczyli walkę z popieranym przez Stany Zjednoczone marksistowskim rządem Callesa. Jego reportaże z ponad trzymiesięcznego konspiracyjnego pobytu u boku meksykańskiej młodzieży katolickiej odniosły wielki sukces, także w USA.
Talenty urodzonego przywódcy i organizatora sprawiły, że po powrocie z Meksyku władze kościelne powierzyły Degrelle'owi stanowisko dyrektora katolickiego wydawnictwa Christus Rex. Wegetująca do tej pory oficyna pod jego wpływem szybko przekształciła się w prosperujący koncern wydawniczy. Jego sposób działania był nowatorski i bardzo przypominał to, co w Polsce na innym polu robił św. Maksymilian Kolbe. Młody dyrektor nie wahał się dla sprawy używać wszelkich dostępnych środków i jako pierwszy zaczął wydawać ilustrowane pisma, tygodniki i wysokonakładowe dzienniki: francuskojęzyczne "Rex" i "Pays réel" oraz flamandzki "Vlan!".
Degrelle wiedział już wtedy czego chce. Wiedział, że jego przeznaczeniem jest walka polityczna. Jednym z czynników, które popchnęły go do działania była niewesoła sytuacja gospodarcza i polityczna kraju. Po kryzysie z 1929 roku, którego skutki dotarły do Europy w 1930 r. wiele rodzin w Belgii, zwłaszcza w środowisku robotników wielkoprzemysłowych popadło w niespotykaną dotąd biedę. W tej sytuacji ideologia marksistowska zaczęła zdobywać coraz większe wpływy tym bardziej, że tradycyjne partie katolickie były najczęściej powiązane z wielkim kapitałem i finansami i nie troszczyły się o zwykłych ludzi. W tym aspekcie dwudziestolecie międzywojenne w większości krajów europejskich wyglądało podobnie: korupcja polityków, skandale finansowe, dekadencja moralna i polityczna elit itp. Degrelle bez wahania przystąpił w wydawanych przez siebie pismach do ataku na członków establishmentu wszelkiego autoramentu, w tym także nominalnie katolickich, co zrodziło nieufność ze strony części hierarchii. W takiej sytuacji w 1935 roku Degrelle zdecydował się na usamodzielnienie i na bazie wydawnictwa utworzył ruch, który wziął odeń nazwę - Rex.
Od samego początku rexizm jawił się jako ruch nonkonformistyczny i antysystemowy, który definiował się nie jako partia polityczna, ale właśnie jako ruch. Ideologia rexistowska była zupełnie nową jakością na scenie politycznej: jego celem nie była przebudowa struktur państwowych zgodnie z abstrakcyjnymi założeniami programowymi, ale przeprowadzenie rewolucji duchowej. W skrócie Rex, to młodość u władzy plus głęboki mistycyzm katolicki. Stworzony przez dwudziestokilkuletniego Degrelle'a i jego równie młodych współpracowników Rex ucieleśniał młodzieńczy bunt przeciw materializmowi, który psuje i tłamsi ludzkie dusze.
"
My też mieliśmy po dwadzieścia lat - pisał sześćdziesiąt lat później Leon Degrelle. - Jako zagorzali nacjonaliści poruszyliśmy do głębi świadomości duszę naszej Ojczyzny. Pragnęliśmy wydobyć ją z politycznego trzęsawiska, w którym się dusiła, wskrzesić wiarę w jej misję, przywrócić ład w instytucjach, odbudować sprawiedliwość społeczną przy ścisłej współpracy klas, a przede wszystkim przeprowadzić rewolucję dusz, która wyzwoliłaby ludzi od wdzierającego się materializmu" ("Apel do młodych Europejczyków", 1992) .
Uosobieniem materializmu byli przedstawiciele fuzji elit politycznych i elit finansowych, dla których Degrelle ukuł specjalne określenie - banksterzy. Oni to, na równi z marksizmem, stali się celem kompanii ataków, którą Degrelle zaingurował z iście młodzieńczym radykalizmem. Gdy bowiem 2 listopada 1935 roku wystąpił na kongresie oficjalnej partii katolickiej z mową oskarżycielską przeciwko jej liderom, postarał się najpierw, by zaryglowano od zewnątrz drzwi. Wściekli weterani politycznych gier i gierek musieli wysłuchiwać jeremiad młodego debiutanta, który nie pozostawił na nich suchej nitki zarzucając im wspólnotę interesów z wielkim kapitałem i finansjerą zamiast obrony głosujących na nich ubogich rzesz katolickich. Potem były już tylko następujące regularnie ataki prasowe, oskarżenia i procesy, przysparzające popularności wśród prostych ludzi zdradzonych przez swych przedstawicieli.
Natomiast działalność społeczna ruchu i głoszony solidaryzm nie był tylko pustym słowem. Pod egidą i z funduszów Rexa organizowano wakacje dla dzieci robotników, które w tym nadmorskim kraju nigdy nie widziały morza. Również osobistym pomysłem Degrelle'a było wysyłanie młodych rexistek, najczęściej panienek z dobrych domów, do pomocy w rodzinach robotniczych. W ten sposób poznawały one obce dla nich problemy nędzy, braku mieszkań, niedożywienia itp. a proste, choć szczere i ofiarne akcje pomocy pozwoliły realnie osłabić wpływy marksizmu i zastąpić walkę klas solidarną współpracą. Biedę zwalczano nie tylko w wymiarze doczesnym, ale także duchowym. Protestując przeciw skutkom industrializacji, rexiści jako pierwsi zaczęli głosić, że prości ludzie nie muszą spędzać życia w otoczeniu, które odbiera im część człowieczeństwa, że mają prawo do piękna. Ten rys w ogóle szerzej charakteryzował ruch, bowiem wagę do estetyki przykładano także w publikacjach prasowych oraz w reżyserii mityngów etc. co sprawiło, że mówiono o specyficznym stylu nazwanym przewrotnie Rex Appeal.
Energia przywódcy i szczerość zaangażowania sprawiły, że w wyborach z 24 maja 1936 narodzony z niczego Rex zdobył 11,5 % głosów. 21 rexistowkich posłów przyszło na inauguracyjną sesję parlamentu z miotłami na ramieniu, symbolem tego, co miało czekać skorumpowanych polityków. Jednak to, co legło u podstaw niesłychanej popularności Rexa, a mianowicie bezkompromisowa walka z całym establishmentem, stało się też przyczyną jego porażki, bowiem cały oficjalny świat polityczny zmobilizował się do walki odkładając na bok drugorzędne różnice między prawicą a lewicą. Za arenę pierwszego starcia posłużyły przedterminowe wybory w Brukseli, gdzie w pojedynku z przedstawicielem "banksterów", ministrem Van Zeelandem, Leon Degrelle zdobył 1/3 głosów. Na porażce zaważyło poparcie Kościoła dla establishmentu, a pewna część hierarchii planowała nawet ekskomunikowanie ruchu Christus Rex, przed czym tę najbardziej katolicką partię uratowała ponoć interwencja Mussoliniego w Watykanie.
W wyborach w 1939 r. do parlamentu weszło tylko 4 reksistów, w tym Degrelle. Mimo to ruch nie stracił na znaczeniu i nie przestał być aktywny. W przededniu II wojny światowej jako jedyny bronił polityki faktycznej, a nie jedynie nominalnej neutralności. W tym Rex jako jedyna partia popierała króla Belgii, podczas gdy reszta sceny politycznej prowadziła de facto politykę antyniemiecka i proaliancką.
Gdy w maju 1940 r. niemieckie wojska wkroczyły do Belgii Degrelle z pogwałceniem immunitetu parlamentarnego został aresztowany przez służby specjalne i wydany w ręce francuskiej Dwójki. Po przejściu przez prawdziwą drogę krzyżową kilkudziesięciu francuskich więzień i obozów, gdzie był torturowany i poniżany (co opisał w książce pt. "Wojna w więzieniu") został uwolniony kilka tygodni później z obozu w Pirenejach przez swych towarzyszy. Uniknął on losu Jorisa van Severina, przywódcy flamandzkiego Verdinaso, który został najzwyczajniej w świecie rozstrzelany przez pijanych żołnierzy. Dzięki temu już wkrótce mógł rozpocząć nowy, barwny rozdział w Historii.
Po powrocie wrót z obozu w Vernet rozpoczął się dlań okres oczekiwania. Wszystkie elity polityczno-finansowe rzuciły się w wir kolaboracji, Flamandowie cieszyli się, że nareszcie nadeszła ich godzina, a król uznał się na więźnia w swym zamku w Laaken. Dla Degrelle'a wszystko było jasne - Niemcy wygrali wojnę, a o miejsce dla Belgii będzie można się upomnieć jedynie w oparciu o sojusz z tymi, którzy ustanowiać będą nowy porządek europejski. Jednak by móc złożyć ofertę należy mieć coś do zaproponowania. Ponieważ nastrojony pangermanistycznie niemiecki zarządca Belgii, gen. Falkenberg, nie przejawiał zainteresowania siłą Rexa, myśląc raczej o aneksji do Rzeszy niektórych jej obszarów, Degrelle czekał na odpowiednią okazję, by znaleźć odzew u dygnitarzy myślących kategoriami bardziej europejskimi. Nadeszła ona w czerwcu 1941 roku, kiedy atak na Rosję zakończył egzotyczny sojusz III Rzeszy ze ZSRR. Wiedział, że jedynym argumentem w przyszłej heroicznej Europie będzie danina krwi i dowody męstwa złożone w boju u boku Niemców.
Degrelle ogłosił, że Walonowie, "francuskojęzyczni Germanie", przyłączają się do europejskiej krucjaty przeciwko bolszewizmowi. Z pierwszych kilkuset ochotników, w przytłaczającej większości młodych reksistów, powstał zaczątek ochotniczego legionu walońskiego. Jego szlak bojowy jest imponujący. Już w pierwszej walce 17 lutego 1942 roku zdobył on 37 żelaznych krzyży. Potem nastąpiły walki na Ukrainie i długi marsz aż po Kaukaz. Walonowie odznaczyli się takim męstwem, że Himmler postanowił przenieść ich w całości pod swą komendę. W tym okresie pod egidą Waffen SS zaczynały się już powoli skupiać ochotnicze formacje z całej Europy, od Chorwatów i Słowaków, przez Szwajcarów i Skandynawów, po Francuzów i Bałtów, które pragnęły walczyć nie w imię pangermańskiego imperializmu, ale w obronie swych narodów i całego kontynentu. Tak też stało się w wypadku żołnierzy Degrelle'a, który przeforsował warunek, że w pogańskiej SS znalazł się kapelan katolicki. Latem 1943 roku jednostka została wycofana do obozu szkoleniowego w Pieske, gdzie zmieniła mundury i otrzymała ciężki sprzęt oraz nową nazwę - Sturmbrigade Wallonien. Po powrocie na front od listopada 1943 do lutego 1944 roku Walonowie mieli okazję potwierdzić swą renomę w słynnej bitwie pod Czerkasami, gdzie z poświęceniem rozbili pierścień okrążenia ratując w ten sposób jedenaście niemieckich dywizji od nowego Stalingradu. Triumfalny powrót bohaterów na urlop do Belgii stał się okazją do defilady zwycięstwa w Brukseli i Charleroi, które wzbudziły niesamowity entuzjazm całej ludności. Przemówienia Degrelle'a w Belgii, Francji, a nawet do rodaków przebywających na robotach w Niemczech sprawiły, że do jednostki masowo zaczęli napływać kolejni ochotnicy. Pod koniec wojny Walonowie jeszcze raz mieli okazję złożyć dowody odwagi w Estonii, gdzie generał Steiner powiedział wręczając dwieście Żelaznych Krzyży, że "jeden Walon starczy za tysiąc żołnierzy".
Sam Degrelle wyruszył na tę wojnę jako zwykły szeregowiec, mimo, że Niemcy chcieli dać mu honorowo stopień oficerski. Wszystkie awanse, od kaprala do generała zdobył w ogniu walki. Został odznaczony orderem za 75 walk wręcz, z których wyszedł cało oraz Żelaznym Krzyżem z Liśmi Dębu. Po walkach pod Dorpatem Hitler rozkazał sprowadzić go samolotem do Kwatery Głównej prosto z pola bitwy i osobiście udekorował Krzyżem Rycerskim z Brylantami. Wtedy to z jego ust padły słowa: "Gdybym miał syna chciałbym, żeby był do pana podobny".
Koniec wojny zastał Degrelle'a i jego Walonów pod Berlinem, gdzie od 22 do 25 kwietnia skutecznie powstrzymywali natarcie radzieckich czołgów. Podczas cofania się na północ, pod Lubeką dotarł do nich komunikat radiowy, że Himmler negocjuje zawieszenie broni. Wojna była przegrana. Degrelle rozdał żołnierzom kenkarty robotników cudzoziemskich, które zabrał specjalnie dla nich z Urzędu Pracy w Berlinie, a sam, ubrany w mundur pułkownika SS, ruszył na północ.
8 maja 1945 roku znalazł się w Oslo, gdzie przypłynął z Kopenhagi na trałowcu. Niemiecki gubernator Norwegii, dr Terboven poinformował go, że Szwecja nie zgodziła się udzielić mu azylu. Plan przedostania się okrętem podwodnym do Japonii też należało odrzucić, ponieważ w życie weszła już kapitulacja i U-Booty musiały pozostać w dokach. Było tylko jedno rozwiązanie - samolot. Tak się złożyło, że u stóp zamku stał Henkel ministra Speera. Degrelle postanowił zaryzykować kalkulując słusznie, że w dzień zwycięstwa na alianckich lotniskach w Europie szampan będzie się lał strumieniami i nikt raczej nie będzie miał głowy do śledzenia podejrzanego samolotu z wygaszonymi światłami. Był tylko jeden szkopuł: zasięg Henkla wynosi 2100 kilometrów, a do Pirenejów było 2150. Jednak wybór okazał się być słuszny: samolot uniknął czeszących niebo reflektorów i choć pod koniec lotu skończyło mu się paliwo i zapaliły silniki, to spadł szczęśliwie już po hiszpańskiej stronie Zatoki Biskajskiej.
Wyłowiony przez baskijskich rybaków ciężko ranny Degrelle został umieszczony w szpitalu w San Sebastian. Z nogą, ręką i obojczykiem w gipsie przeleżał kilka miesięcy w odosobnieniu, co uratowało go przed ekstradycją. W tym czasie zapełniał setki stron papieru, pisał wiersze i historię walońskich ochotników w trzech tomach. Jednak naciski wywierane na generała Franco były tak duże, że ostatecznie w lecie 1946 roku Degrelle, który odrzucił propozycję wyjazdu do Irlandii, miał zostać odeskortowany na granicę. Jeszcze raz Opatrzność nad nim czuwała. Dzięki pomocy przyjaciół zdołał uciec ze szpitala, schronić się na prowincji jako obywatel polski Henryk Duran i przeczekać kilka lat, aż opadnie fala nienawiści. W tym czasie jego rodzina przechodziła gehennę: brat, całkozwicie apolityczny aptekarz, został zastrzelony przez partyzantów, żona osadzona w obozie, matka i ojciec zamknięci w więzieniu, gdzie zmarli, a dzieci - rozproszone. Sam Degrelle został oskarżony przez rząd belgijski o różne zbrodnie, których nie popełnił i skazany zaocznie na karę śmierci, mimo, że trybunał norymberski nie umieścił go na liście "zbrodniarzy wojennych". Kiedy po wyjściu z ukrycia zaczął układać sobie nowe życie, wielokrotnie musiał stawić czoła skrytobójcom nasłanym przez ideowych potomków "banksterów".
Dla kogoś, kto niegdyś jednym słowem poruszał całe tłumy, stan przymusowej bezczynności był męką. Rekompensował to sobie pisaniem pozostawiając po sobie dziesiątki, najczęściej kilkusetstronicowych książek o znanych osobistościach i wydarzeniach z historii XX wieku. Wydana w Szwacjarii "Kampania Rosyjska" została w całości skonfiskowana i zniszczona na prośbę władz belgijskich. Ostatnio we Francji i w USA zaczął ukazywać się monumentalny fresk historyczny pt. "Wiek Hitlera", będący monografią dwudziestego wieku w dziewięciu tomach. "Płonące dusze", pierwsza książka Degrelle'a, którą dostaje do rąk polski czytelnik, jest zbiorem rozważań i przemyśleń duchowych, których cel jest wciąż ten sam - rozpalić przysypany warstwą popiołu płomień, by wywołać wielką rewolucję dusz!
Wódz Rexa, dowódca Dywizji "Wallonie" i Volksführer Leon Degrelle odszedł z ziemskiego wygnania do Boga w Wielki Czwartek 1994 roku. Do śmierci pozostał wierny ideom, które wyznawał przez całe życie. Wsłuchajmy się zatem w jego ostatnie przesłanie, bo to do nas jest skierowane:
"
Młodzi europejscy koledzy - nadeszła wasza kolej .
Materialnie, to jasne, ale przede wszystkim duchowo i intelektualnie bądźcie gotowi na wszelkie ofiary. Niech wasze mózgi będą doskonale wykarmione i zbudowane, ciało silne i gotowe na najtrudniejsze walki, dusza rozjaśniająca wasze idee.
Wtedy, choćby bój był zacięty, wasze silne ramiona podniosą na tarczach zwycięstwo, w które zwątpili słabeusze.
Tylko ci co mają wiarę wracają i stawiają czoła przeznaczeniu!
Wierzcie! Walczcie!
Świat się traci albo zdobywa. Zdobądźcie go!
Na ludzkiej pustyni, gdzie beczy tyle baranów bądźcie lwami!
Niechaj Bóg wam dopomoże!
Czołem, koledzy!
"
 

Zrodlo:  http://www.nsr.com.pl/biografie/degrelle.htm